Twoje drugie „ja” mieszka w jelitach. Jak mikrobiom steruje Twoim nastrojem i jak go naprawić w 4 krokach

Zdarzały mi się dni, kiedy budziłam się z poczuciem nieokreślonego lęku. Poranna kawa nie pomagała, a świat wydawał się szary, choć za oknem świeciło wiosenne słońce. Zrzucałam to na stres w pracy, zmęczenie materiału, niewyspanie, a nawet cykl hormonalny. Dopiero przypadkowa lektura artykułu naukowego uświadomiła mi, że winowajca może kryć się zupełnie gdzie indziej. Nie w mojej głowie, ale w… moim brzuchu.

Brzmi absurdalnie? Też tak na początku myślałam. Ale współczesna nauka nie pozostawia złudzeń: nasze jelita to nasz drugi mózg. I to, co ląduje na naszym talerzu, dosłownie kształtuje nasze emocje.

Oś jelitowo-mózgowa, czyli autostrada informacji

Wyobraź sobie superszybką autostradę, która łączy twoją głowę z brzuchem. To nerw błędny – główny kanał komunikacyjny, którym twój mózg wymienia wiadomości z układem pokarmowym. Przez lata medycyna sądziła, że to mózg nosi koronę i autorytarnie wydaje polecenia reszcie ciała. Dziś wiemy, że to ulica dwukierunkowa, a większość informacji płynie w górę, z jelit do mózgu.

Czy wiesz, że około 90 procent serotoniny, czyli hormonu szczęścia, powstaje wcale nie w zakamarkach kory mózgowej, ale właśnie w przewodzie pokarmowym? Za jej produkcję odpowiadają mikroskopijni lokatorzy naszych jelit – bakterie. Kiedy twój mikrobiom jest osłabiony przetworzonym jedzeniem, lekami i ciągłym pędem, produkcja „chemicznych posłańców szczęścia” drastycznie spada. Zaczynasz odczuwać niepokój, rozdrażnienie, tracisz koncentrację, a w skrajnych przypadkach pojawiają się stany depresyjne.

Psychobiotyki – bakterie na poprawę humoru

Tu na scenę wkraczają psychobiotyki. Kiedy pierwszy raz usłyszałam to słowo, pomyślałam o kolejnym cudownym, niedziałającym suplemencie za miliony monet, który marketingowcy próbują wcisnąć zmęczonym kobietom. Prawda jest jednak znacznie prostsza i o wiele bardziej fascynująca.

Psychobiotyki to po prostu konkretne szczepy bakterii probiotycznych (najczęściej z rodziny Lactobacillus i Bifidobacterium), które wykazują udowodnione działanie na naszą psychikę i układ nerwowy. Badania kliniczne dowodzą, że ich obecność w jelitach obniża poziom kortyzolu (hormonu stresu), łagodzi stany lękowe i poprawia jakość snu. Zamiast sięgać po kolejną czekoladę „na pocieszenie”, która na dłuższą metę tylko podkarmi patogenne grzyby w jelitach, zaczęłam szukać psychobiotyków. Znalazłam je w najprostszym, codziennym jedzeniu.

Fermentacja, która koi nerwy

Kiszona kapusta z pewnością brzmi mniej seksownie niż ekskluzywny zabieg relaksacyjny w spa, ale uwierzcie mi – dla waszego przebodźcowanego układu nerwowego to absolutny luksus. Żywność poddana fermentacji to naturalne, bogate środowisko życia dla dobrych bakterii.

Kimchi, kefir, kombucha, natto czy nasz poczciwy kwas chlebowy to nie tylko modne dodatki do hipsterskich dań serwowanych w drogich restauracjach. Proces fermentacji sprawia, że jedzenie staje się łatwiej strawne, ale przede wszystkim – zostaje zasiedlone żywymi kulturami bakterii, które lądują prosto w twoim centrum dowodzenia. Zauważyłam na własnej skórze, że regularne włączanie do diety kefiru i domowej kiszonej kapusty (tak, zaczęłam sama kisić warzywa w słoikach, co niespodziewanie okazało się świetną terapią zajęciową) sprawiło, że po kilku tygodniach miałam więcej stabilnej energii. Miałam też znacznie mniejszą skłonność do irytacji, gdy rano uciekał mi tramwaj albo komputer zawieszał się przed ważnym spotkaniem.

4 kroki do naprawy mikrobiomu

Jak zatem zabrać się za „hacking” własnych jelit, by poczuć ulgę w głowie? Obiecuję, że nie wymaga to restrykcyjnych głodówek, detoksów sokowych ani drastycznych wyrzeczeń. Oto moje cztery sprawdzone, życiowe kroki:

  1. Karm dobre bakterie (jedz prebiotyki): Same probiotyki nie przetrwają i nie zasiedlą jelit, jeśli nie będą miały co jeść. Ich ulubionym pokarmem jest błonnik, którego nasz organizm nie trawi. Sięgnij po cebulę, czosnek, pory, szparagi, owies i banany. To naturalne prebiotyki, czyli doskonały nawóz dla twojego wewnętrznego ogrodu.
  2. Wprowadź żywe kultury bakterii: Codziennie zjedz lub wypij choć jedną porcję fermentowanej żywności. Może to być szklanka kefiru do śniadania, solidna łyżka kiszonek do obiadu albo prawdziwy jogurt naturalny (koniecznie bez dodatku cukru i mleka w proszku).
  3. Ogranicz cukier i wysoko przetworzoną żywność: Słodycze i gotowe dania ze sklepowej półki to pożywka dla patogenów, które bezlitośnie wypierają z jelit pożyteczne szczepy. Kiedy w jelitach zaczyna toczyć się przewlekły stan zapalny, za pośrednictwem nerwu błędnego błyskawicznie przenosi się on do mózgu, wywołując efekt tzw. mgły mózgowej.
  4. Wyluzuj (naprawdę!): Wiem, łatwo powiedzieć zapracowanej kobiecie. Ale przewlekły stres niszczy florę bakteryjną równie skutecznie, co silne antybiotyki. Spacer bez telefonu, proste techniki oddechowe czy choćby dwadzieścia minut czytania wciągającej książki wieczorem to inwestycja w przetrwanie twojego cennego mikrobiomu.

Menu dla szczęśliwych jelit (i spokojnej głowy)

Wiedza teoretyczna to jedno, ale jak to przełożyć na prawdziwe, codzienne gotowanie? Przygotowałam dla ciebie przykładowy jadłospis na jeden dzień. Jest nieskomplikowany, naprawdę pyszny i po brzegi wypełniony składnikami wspierającymi oś jelitowo-mózgową.

  • Śniadanie: Owsianka prebiotyczna z orzechami. Pół szklanki płatków owsianych górskich ugotowanych na wodzie lub niesłodzonym napoju migdałowym. Dodaj do tego pokrojonego, lekko niedojrzałego banana (to kluczowe, ponieważ w takiej formie zawiera skrobię oporną, którą kochają jelita!), pełną łyżkę świeżo zmielonego siemienia lnianego, garść orzechów włoskich (wspaniałe źródło kwasów omega-3 dla sprawnie działającego mózgu) i solidną szczyptę cynamonu.
  • Drugie śniadanie: Antystresowy koktajl kefirowy. Szklanka naturalnego, gęstego kefiru zblendowana z dużą garścią ulubionych owoców jagodowych. Mogą być mrożone – borówki czy maliny to potężne antyoksydanty, które gaszą stany zapalne.
  • Obiad: Kasza gryczana z pieczonymi warzywami i kimchi. Pół szklanki ugotowanej kaszy gryczanej (niepalonej) wymieszaj z upieczonymi w piekarniku szparagami, plastrami cukinii i czerwoną cebulą. Dodaj garść ciecierzycy z puszki, polej obficie dobrą oliwą z oliwek z pierwszego tłoczenia i skrop sokiem z cytryny. Obok na talerzu nałóż dużą porcję tradycyjnego, ostrego kimchi lub domowej kiszonej kapusty.
  • Kolacja: Kojący krem z porów. Pory to jedno z najlepszych źródeł prebiotyków. Ugotuj je z ziemniakami i dwoma ząbkami czosnku w delikatnym bulionie warzywnym. Zblenduj zupę na gładki, aksamitny krem i posyp na talerzu podprażonymi pestkami dyni (zawierają magnez, który doskonale relaksuje). Zjedz z kromką prawdziwego, żytniego chleba na zakwasie.

Hacking mikrobiomu to nie jest kolejna przelotna moda z mediów społecznościowych, o której zapomnimy za rok. To tak naprawdę powrót do korzeni, do jedzenia nieprzetworzonego i uważnego słuchania tego, co mówi nasze ciało. Moja droga do lepszego, stabilniejszego nastroju zaczęła się właśnie na talerzu. Zrozumiałam, że dbając o te miliardy niewidzialnych gołym okiem lokatorów, tak naprawdę z czułością dbam o samą siebie.

Zastanów się przez chwilę, zanim mechanicznie sięgniesz po kolejną słodką przekąskę w bardzo stresujący dzień. Może twoje drugie „ja” potrzebuje po prostu porządnej dawki dobrych bakterii? Spróbuj wprowadzić te kilka małych zmian, a być może już za parę tygodni uśmiechniesz się do siebie w lustrze ze znacznie większą lekkością i spokojem, którego tak bardzo nam na co dzień brakuje.

Dodaj komentarz